Niesamowita historia piosenkarza Clarka Andersona [WIDEO]

fot. zrzut ekranu z YouTube

Kojarzycie zapewne duński zespół Safri Duo i ich przeboje All the people in the world oraz Rise (Leave me alone)? Obie piosenki zdobyły dużą popularność w 2004 roku i w obu śpiewa amerykański wokalista Clark Anderson. Kiedyś koncertował na całym świecie, by potem znaleźć się na życiowym zakręcie. Teraz wraca na dobre tory.

Clark Anderson jest Amerykaninem o koreańskich korzeniach. Po raz pierwszy muzyczny świat usłyszał o nim pod koniec lat 90. Zaśpiewał i zagrał rolę w filmie Pełnia życia (Living out long). Wystąpił w nim między innymi Danny DeVito, a na ścieżce dźwiękowej filmu znalazł się utwór autorstwa Andersona, Give me something real. Natomiast na soundtracku filmu Huragan (The Hurricane) z Denzelem Washingtonem, znalazła się jego piosenka So amazing. Pisał też utwory między innymi dla Boyz II Men i śpiewał chórki w utworach Laury Pausini, Josha Grobana, czy Darrena Hayes’a, znanego z zespołu Savage Garden. Współpracował również ze znanym producentem Walterem Afanasieff’em.

Szczyt kariery urodzonego w 1977 roku artysty, przypadł na lata 2003 – 2004. Pewnego dnia Clark dostał zaskakującą propozycję z Danii. Znany zespół Safri Duo, słynący z muzyki elektronicznej i gry na przeróżnych bębnach i perkusjach, szukał wokalisty. Padło na Clarka Andersona, charakteryzującego się ciekawą barwą i skalą głosu. Piosenkarz poleciał do Europy, by nagrać płytę i koncertować. Nie stał się oficjalnym członkiem Safri, ale występował gościnnie w ich utworach, pisząc przy tym teksty. Na płycie 3.0 z 2003 roku słyszymy go w 3 numerach, a na reedycji krążka (3.5) w 3 kolejnych. Największymi przebojami okazały się All the people i Rise (Leave me alone), które były singlami z albumu 3.5.

Clark Anderson koncertował wraz z Safri Duo w 26 krajach, występował nawet dla kilkudziesięciotysięcznej publiczności. Współpraca trwała do zakończenia trasy koncertowej, po której wokalista wrócił do USA. Niestety nie udało mu się pójść za ciosem i podpisać kontraktu z wytwórnią płytową. Jego zdaniem wybrał złego menadżera, który doradzał mu w taki sposób, że stracił wszystkie pieniądze i został bezdomnym. Przeniósł się z Los Angeles do Wilmington w Północnej Karolinie, gdzie życie jest tańsze. Miał pracę i mieszkanie, ale stracił ją i został bez lokum.

Postanowił zarabiać, śpiewając na ulicach miasta po kilka godzin dziennie. Dalej robił to, co kocha, ale już tylko po to, by przetrwać. Kobieta o imieniu Mel zaproponowała mu wynajem pokoju, co kosztowało 25 dolarów za noc. Kiedy prawie wszyscy zapomnieli o Clarku, kilka osób nagrało go śpiewającego w plenerze. Mówił, że marzy, by wrócić do śpiewania – choćby chórków dla bardziej znanych artystów.

Czy ta historia będzie miała szczęśliwe zakończenie? Jest szansa, że tak się stanie! Clark Anderson przeprowadził się do Nowego Jorku i przy wsparciu ludzi dobrej woli (trwa zbiórka), udało mu się odwiedzić studio nagrań, by zarejestrować nowe utwory (na razie są to tzw. “demówki”). Uruchomił też kanał na YouTube! Chyba mało kto wie o tym fakcie, więc warto kliknąć “Subskrybuj”.

Piosenkarz ma teraz 41 lat, dawno nie zajmował się muzyką profesjonalnie, ale słychać, że swojego talentu nie stracił. Pozostaje wierzyć, że uda mu się ponownie zostać artystą z prawdziwego zdarzenia.

Posłuchaj nowej produkcji: Clark Anderson – Love will conquer all.

 

Dodaj komentarz